Wynajmowanie mieszkania to zawsze pewna niewiadoma. Nowe miejsce, nowe ściany, nowe układy pomieszczeń, ale często brakuje czegoś więcej – tego nieuchwytnego poczucia „jestem u siebie”. Przez lata wynajmowałam różne mieszkania i dobrze wiem, jak trudno jest poczuć się komfortowo w przestrzeni, która wydaje się obca. Nawet jeśli jest nowa, funkcjonalnie zaplanowana i w pełni wyposażona, to nadal może sprawiać wrażenie tymczasowego przystanku, a nie miejsca, które daje wytchnienie.



Dokładnie takie było to mieszkanie. Nowoczesne, schludne, dobrze zorganizowane, ale… surowe. Ściany, choć czyste i jasne, nie opowiadały żadnej historii. Sofa stała w odpowiednim miejscu, ale nie zapraszała, by na niej usiąść z kubkiem herbaty. Sypialnia była poprawna, ale brakowało jej miękkości, która otula po długim dniu. Całość wyglądała dobrze, ale nie miała duszy.
I właśnie to stało się celem tej metamorfozy – dodać wnętrzu ciepło, stworzyć atmosferę, w której nowi najemcy poczują, że to może być ich dom, choćby na chwilę.
Z pomocą przyszły tekstylia – miękkie poduszki w odcieniach musztardowej żółci, butelkowej zieleni i błękitu przełamały neutralne tło. Pojawił się dywan, który nadał wnętrzu warstwowości i wprowadził przyjemną fakturę pod stopami. Na komodzie zagościły drobne dekoracje-grafika w ramie, świeczniki a w kącie stanęła roślina w eleganckim wazonie.
Każdy element miał swoje zadanie – ocieplić przestrzeń, dodać jej harmonii, sprawić, że ktoś, kto przekroczy próg, poczuje się tu dobrze. Bo przecież każdy zasługuje na dom, nawet jeśli jest to tylko tymczasowy adres. Efekt? Wnętrze, które nadal jest nowoczesne i neutralne, ale teraz ma w sobie coś więcej – energię miejsca, które chce się nazwać swoim. Atmosfera sprzyja odpoczynkowi, a przyszli najemcy nie muszą już zastanawiać się, czy będą się tu dobrze czuć. Teraz mogą to po prostu poczuć.
Małe zmiany, wielka różnica – zobacz, jak to wnętrze zyskało zupełnie nowy klimat!
Efekty metamorfozy znajdziesz poniżej w galerii!